Linz verändert (tł.Linz zmienia)

 24 lutego 2017 roku. Dworzec Łódź Kaliska zatopiony w mieszaninie śniegu z deszczem, a ja stoję pośrodku z dwoma olbrzymimi walizkami. Autobus relacji Łódź-Linz przyjeżdża punktualnie, wsiadam do niego, z lekkim wahaniem pokonując stopnie pojazdu i oglądając się za siebie. Już za chwilę wyruszę do Austrii, by tam rozpocząć studia w języku niemieckim. Nadzieje, plany, ambicje, wzruszenie, niepewność…to stanowi mój „nadbagaż” w mającej trwać 11 godzin podróży do państwa Mozarta.

27 lutego rozpoczynam studia na uczelni University of Applied Sciences Upper Austria. Pierwszy wykład z programowania urządzeń medycznych spędzam zapatrzona w widok majestatycznych Alp widocznych w oddali za oknem. Z letargu budzi mnie głos nowej koleżanki Katheriny, która oferuje lunch, podczas którego króluje wiener Schnitzel (tł. sznycel wiedeński).

Pierwszy tydzień w nowym państwie to lekcja oszczędności. Ceny w euro zachęcają do rozsądnego kalkulowania wydatków, a co za tym idzie maratonu po pobliskich sklepach w poszukiwaniu najkorzystniejszych cen. W ten sposób poznaję też Linz – jeszcze wtedy ciche i uśpione, jakby zachęcało do przemyśleń i zadumy nad jego historią.

Początki grodu nad Dunajem sięgają VIII wieku n.e. Miasto założone przez Rzymian kształtowało się przez wieki, przechodząc transformacje od centrum handlu i przemysłu, po Europejską Stolicę Kultury (2009), by finalnie stać się miejscem w głównej mierze pokrytym przez tereny zielone (47,7 % powierzchni), bogatym w liczne muzea i ośrodki kultury. Chyba każdy z nas wie kim był Adolf Hitler, ale nie każdy jest świadomy, że spędził on właśnie w Linz swoją młodość. Uliczka Humboldstrasse to miejsce, w którym stawiał swoje pierwsze kroki. Kilka lat swojego życia spędził tu również, studiując matematykę, Johannes Kepler. W XIX wieku mieszkańcy Linz mieli okazję podziwiać kunszt gry organowej Antona Brucknera. Linz – kolebka znanych osobistości? Owszem. To właśnie potęguje moje uczucie dumy, gdy zamyślona spaceruję uliczkami wiekowego grodu.

Na swojej drodze spotykam olbrzymią katedrę – Mariendom. Wchodzę do środka i wstrzymuję oddech. Przytłacza mnie półmrok rozświetlany przez blade, zimowe słońce wpadające do środka przez tęczowe witraże.

Każdy kolejny dzień w stolicy Górnej Austrii przynosi nowe niespodzianki i lekcje nieznanej mi dotąd kultury. Uczestniczę w wydarzeniu zorganizowanym przez lokalną organizację European Students Network (ESN)- Austrian Stammtisch , podczas którego mam okazję spróbować lokalnych specjałów, zagrać w tradycyjne austriackie gry i otoczona studentkami ubranymi w dirndle posłuchać folkowej muzyki państwa Mozarta.

Linz w 2009 roku otrzymało zaszczytny tytuł Europejskiej Stolicy Kultury i na to miano zasługuje po dzień dzisiejszy. Mam okazję się o tym przekonać odwiedzając interaktywne centrum nauki i techniki – Ars Electronica. Wystawy poświęcone inżynierii biomedycznej, mass mediom, astronomii, matematyce i fizyce budzą mój zachwyt i nakazują spędzić w nowoczesnym muzeum ponad 3 godziny!

Być w Linz i nie odwiedzić Schlossmuseum (tł. Muzeum Zamkowe) – to należy do zachowań paradoksalnych. W tym miejscu bogate zbiory krok po kroku wprowadzają turystę w świat dziejów Austrii. Od prehistorycznych wystaw , po barokowe komnaty i pomysłowo zaaranżowane mieszkania Austriaków z lat 80-tych XX w. , kończąc na kalendarzu z …2003 roku ! Wtedy pojawia się w mojej głowie zabawne spostrzeżenie, że przedmioty , których używałam będąc dzieckiem są już rekwizytami muzealnymi, więc trzeba się odmłodzić i zrobić zabawne selfie ! 😊

26 marca. Wiosna budzi Linz z letargu. Ja biorę aparat i wychodzę na ulice by chwytać promyki słońca w obiektywie. Miasteczko usłane dywanami stokrotek „puszcza do mnie oko” ,a ja przeskakuję z nogi na nogę pozdrawiając Austriaków promiennym uśmiechem.

Doświadczyć odrobinę tropikalnych upałów w środku europejskiej wiosny… czemu nie? Wystarczy odwiedzić ogród botaniczny w Linz. Otoczona wieloma gatunkami kaktusów i bujną egzotyczną roślinnością, poczułam się jak Szeherezada.

Wielkanoc. Pierwsze święta poza domem. Nie będzie żurku, pisanek, Śmigusa-Dyngusa??? Nie… polską tradycję należy kultywować! Przygotowuję śniadanie wielkanocne, tym razem bez asysty babci, mamy i siostry, za to z moimi znajomymi z Indii i kolegą z Rosji. Na stole oprócz polskich potraw pojawiają się indyjskie, ostro przyprawione ziemniaczki. Alex nuci rosyjskie piosenki. Kulturowy mix wprowadza mnie w przyjemny nastrój, na chwilę zapominam o tym, że moja rodzina właśnie teraz je śniadanie w oddalonych o ponad 600 km Drzewoszkach. Dzwoni telefon.
Czy otworzysz nam drzwi do akademika?
Słyszę głos mamy i mam łzy w oczach. Pokonała taką odległość, by dziś podzielić się wielkanocnym jajkiem ze mną – córką emigrantką, jak zabawnie zwykła jest mnie nazywać.

Po śniadaniu wszyscy wybieramy się do Grottenbahn – jaskini ,która w tym roku obchodzi swoje 111 urodziny. Przy samym wejściu witają nas krasnale (niem. Zwerg) i wprowadzają w magiczny świat najsłynniejszych baśni.

Teraz zdałam sobie sprawę, że opisuję tylko moje turystyczne odkrywanie Linz. Każdy czytający moje wspomnienia może mieć wrażenie, że książka leżała gdzieś daleko w kącie mojego pokoju. Nic bardziej mylnego. Sprytnie „wydłużałam” dobę , ucząc się intensywnie i podróżując. Zostałam członkiem projektu naukowego zajmującego się badaniami litograficznymi struktur chemicznych polimerów powszechnie wykorzystywanych w przemyśle stomatologicznym. Rozpoczęłam pisanie publikacji naukowej dotyczącej cementów kostnych. Wzięłam czynny udział w konferencji naukowej „Nauka okiem młodego naukowca”. Podjęłam się roli ambasadora European Students’ Confrence 2017 w Berlinie.

naukowiec

Młody naukowiec w laboratorium

Dziś już nie widzę za oknem Alp, nie słyszę też austriackich przechodniów, nie czuję zapachu świeżego Linzer Torte (torcik z Linz). Wróciłam do kraju opalona, na pewno lepiej posługująca się językiem niemieckim, bogatsza o nowe znajomości  poznałam cudownych ludzi z Austrii, Niemiec, Indii, Rosji, Czech, Bułgarii, Serbii, USA, Meksyku). Nie zmieniło się jedno. Znów przywiozłam ze sobą „nadbagaż” – tym razem nie obaw , lecz wartościowych doświadczeń.

Dziękuję Fundacji Edukacyjnej Przedsiębiorczości oraz Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności za wsparcie niezbędne podczas mojej wymiany Erasmus + !